Rowerowa majówka – 90 kilometrów po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

W tym wpisie opowiem Wam o trasie rowerowej wiodącej po szlakach jury, nieoznakowanych bezdrożach i dziurawych szosach. Taki wypad zafundowałem sobie w upalny dzień 3 maja. Jechałem samotnie, ale odwiedzając popularne turystyczne miejsca i szlaki w wolny od pracy majówkowy dzień spotykałem wielu turystów. Trasa liczyła nieco ponad 90 kilometrów, dlatego tak jak w poprzednim wpisie opisującym trasę podzielę ją na odcinki. 

Oto całość, czyli: Poręba – Myszków Mrzygłód – Myszków – Żarki -Mirów – Bobolice – Zdów – Rezerwat Góra Zborów – Kroczyce – Przyłubsko – Siamoszyce – Skarżyce – Kromołów – Zawiercie Centrum – Poręba

Odcinek I | Poręba – Myszków 17,5 km

Jak zawsze trasę rozpoczynam u siebie w małej miejscowości koło Zawiercia. Kierowałem się na północ i coraz bardziej przybliżałem się do turystycznych terenów Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Następną miejscowością na drodze był Myszków i jego dzielnica Mrzygłód, która kiedyś posiadała prawa miejskie, a teraz jest tylko dzielnicą. Z domu wyjechałem tuż po ósmej rano. Pierwsze 3-4 kilometry były całkiem przyjemne i zapowiadały fajny dzień. W górnych partiach Poręby przejechałem swój skręt w stronę lasu mrzygłodzkiego i pojechałem trochę na około drogą z szutru i kamieni. Trafiłem w końcu na “Drogę Mrzygłodzką”. Nie znałem jej w ogóle, ale przejazd wydawał się prosty. Nie wszystko poszło wtedy po mojej myśli, bo droga w pewnym momencie urwała się. Pojechałem więc w prawo kontynuując po najgorszej nawierzchni z miękkiego błota i gałęzi. W końcu około siódmego kilometra stanąłem pośrodku lasu w zupełnej dziczy. Miałem przed sobą przynajmniej 80 – 85 kilometrów, więc nie był to zbyt optymistyczny prognostyk. Udało mi się jednak znaleźć wylotową drogę z lasu i szybko znalazłem się na szosie w Mrzygłodzie, którą dojechałem do Sanktuarium Matki Bożej Mrzygłodzkiej w centrum dzielnicy. Stamtąd pokierowałem się w stronę torów kolejowych kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i wzdłuż nich już poza asfaltem dojechałem do Myszkowa. Tutaj na stacji kolejowej Myszków Światowit kończy się pierwszy odcinek.

Odcinek II | Myszków – Żarki 13,4 km

Odległość tą mierzę od stacji Myszków Światowit wokół której zrobiłem 3 kilometrowe kółko szukając prawidłowej drogi. Łącznie w Myszkowie jeździłem jeszcze około 5 kilometrów, aby dojechać do działek przy ul. Jaworznickiej. Stamtąd bardzo przyjemnym i szybkim odcinkiem przez las dojechałem do “Helenówki”, czyli ciągle byłem na skraju Myszkowa, ale teren zabudowany właśnie tam rozrzedził się do minimum. Jadąc zacienioną szosą na wschód szukałem odbicia w lewo w polną drogę, która miała poprowadzić mnie do Żarek. Miałem szczęście, bo znalazłem wcześniej upatrzoną drogę. Miejscami była naprawdę trudna do przejechania i myślałem, że zaraz się skończy, ale na szczęście tak nie było. Celem pojechania trudniejszą drogą było ominięcie tras 792 lub 793, czyli wojewódzkich tras przelotowych. Dojechałem do terenu zabudowanego Żarek i na początek trafił się najszybszy zjazd na całej trasie, czyli zjazd ulicą Ogrodową. Koniec odcinka to postój na skwerku w centrum Żarek, na którym udało mi się kupić picie pomimo dnia wolnego od pracy.

Odcinek III | Żarki – Bobolice 10,5 km

Naładowany energią i mający już ponad 30 kilometrów w nogach ruszyłem w stronę zamków w Mirowie i Bobolicach, czyli najbardziej obleganych obiektów przez turystów jakie mijałem. Krótki odcinek jechałem drogą wojewódzką numer 789, ale szybko skręciłem z niej na najdłuższą i najlepiej zrobioną ścieżkę rowerową prowadzącą z Żarek do Bobolic i dalej. Od tego momentu mogłem powitać całą sieć szlaków rowerowych oraz pieszych Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Na początku miałem do przejechania najszybsze 9 kilometrów na całej trasie. Po wdrapaniu się na górkę miałem do zjechania 3 – 4 kilometry równego zjazdu prowadzącego prosto do Mirowa. Utrzymanie tam prędkości pomiędzy 30, a 40 kilometrów na godzinę nie było problemem. Minąłem zamek i Mirowie, a zatrzymałem się na chwilę w cieniu zamku w Bobolicach by stamtąd ruszyć dalej. Był to najszybszy odcinek na trasie.

Odcinek IV | Bobolice – Kroczyce 14,5 km

Jadąc już od Żarek oznakowanym szlakiem zacząłem orientować się w gęstej sieci szlaków rowerowych. Z wcześniejszego oglądania map i z późniejszych obserwacji wiedziałem, że powinienem trzymać się szlaku czerwonego. Po wyjechaniu z Bobolic, gdzie zakończyła się ścieżka wyłącznie dla rowerów i pieszych przez następne kilometry trzymałem się jedynie czerwonego znacznika trasy rowerowej, który jak się okazało prowadził mnie dobrze. Z pięknej szosy skręciłem w prawo i przeciąłem kawałek lasem (ciągle trzymając się szlaku), nawet nie wiedząc o tym dojechałem do Zdowa. Przejechanie Zdowa nie trwało długo, szybko dojechałem do wiaduktu kolejowego, którego kojarzyłem z wcześniejszych analiz trasy. Parę kilometrów przejechałem przez opuszczoną szosę w lesie, jedynie sporadycznie mijając innych kolarzy. Szlak czerwony na którym ciągle się znajdowałem sprowadził mnie nagle do lasu. Był to skrót do Góry Zborów i jej rezerwatu. Miałem w nogach prawie 60 kilometrów, więc przejechanie tego odcinka nie było łatwe tym bardziej, że składał się on z licznych korzeni i piachu, a w dodatku był to podjazd. Wątpliwości, czy ścieżka zaprowadzi mnie w dobre miejsce rozwiali mijający mnie turyści. Faktycznie kilkaset metrów dalej dojechałem do parkingów dla turystów, ponieważ znalazłem się w kolejnym obleganym miejscu, czyli rezerwacie Góry Zborów. Jest tam mnóstwo szlaków prowadzących do skalistych wzgórz i jaskiń. Niestety nie miałem zbyt wiele czasu, by dokładnie zwiedzić liczne szlaki, więc szerokim i pustym chodnikiem udałem się w dół w stronę Kroczyc. Od Góry Zborów do Kroczyc, czyli dystans około 4 kilometrów przejechałem w kilka minut. W Kroczycach po prawie 60 kilometrach przywitałem się z drogą krajową nr 78 na którą patrzę codziennie. Przy niej zatrzymałem się na stacji, by dokupić wodę, która się skończyła. Tutaj kończy się kolejny odcinek trasy. Pozostało jeszcze tylko wrócić do domu.

Odcinek V | Kroczyce – Stacja Orlen Zawiercie ul.Jurajska 10 km

Ze stacji udałem się w stronę Przyłubska i Siamoszyc, gdzie znajdują się jeziora przez które przepływa rzeka Krztynia. Tak właściwie od Kroczyc do bardziej centralnych części Zawiercia moja trasa składała się z półkul, które omijały trasę nr 78. Jazda tak wielu kilometrów po drodze krajowej, która 3 maja pękała w szwach od turystów nie byłaby rozsądna. W stronę jezior jechałem “na czuja” i trochę przy tym pobłądziłem. Zrobiłem podświadomie dodatkowe 3,5 kilometra do jeziora w Siamoszycach, które nie były potrzebne. Co prawda brak w tamtej okolicy ścieżek rowerowych i chodników, ale całe szczęście drogi po których się przemieszczałem nie były ruchliwe. Po 10 kilometrach znowu spotkałem się z drogą krajową. Zmęczone nogi już trochę dawały się we znaki, więc zafundowałem sobie postój na dużym Orlenie na skraju Zawiercia. 

Odcinek VI | Stacja Orlen Zawiercie ul.Jurajska – Zawiercie Kromołów 10 km

Po postoju na stacji i zmuszony byłem do przejechania 1,5 km po trasie głównej. Miałem jednak plan jak dalej ją omijać. Odbiłem w prawo w stronę Morska i Okiennika Wielkiego, przy którym byłem w >zeszłorocznej trasie<. Znalazłem się na szlaku rowerowym oraz miałem postój przy mapie szlaków, ale nie było to to samo co np. w rejonach Mirowa i Bobolic. Oznakowanie tych szlaków było znacznie gorsze. Wiedziałem jednak, że prosto dojadę do Morska, więc udałem się w kierunku Skarżyc falista szosą. Na kolejnym skrzyżowaniu po dłuższym podjeździe na zmęczonych nogach miałem długi i szybki zjazd w stronę Kromołowa. Odcinek ten bez postoju, umownie kończy się przy źródle Warty. 

Odcinek VII | Zawiercie Kromołów – Poręba 16 km

Z Kromołowa do Zawiercia prowadziła mnie ścieżka rowerowa łączona z chodnikiem, którą jechałem ponad 5 kilometrów. Wraz z jej końcem zanurzyłem się w osiedlach i przez centrum Zawiercia udałem się w stronę zawierciańskich działek, skąd znaną i uczęszczana przeze mnie drogą przez las dojechałem do Poręby. Stamtąd jadąc wzdłuż dwóch porębskich zalewów dotarłem do centrum Poręby i drogą główną dojechałem do punktu startu oraz mety trasy. Na ostatnich kilometrach nogi kręciły już same pomimo, że były zmęczone. Po dojechaniu do mety byłem naprawdę zadowolony ze swojego wyczynu i gotowy do podejmowania kolejnych tras. 

Statystyki:

Wszystkie odcinki: screeny z Google Maps (poglądowe) i z Endomondo (prawdziwe)

Jak wyglądała Twoja rowerowa majówka? Masz pytania odnośnie trasy? Pisz w komentarzu!

Poprzednie wpisy:

  1. Mocowanie bidonu do sztycy podsiodłowej – wady rozwiązania 
  2. Suport Neco – suport na sezon 2018
  3. Najciekawsze zawody MTB na Jurze 2018

Zapraszam do zapoznania się z mediami społecznościowymi, które prowadzę:

  1. Facebook – Rower w Gazie!
  2. Facebook – Rower-Koncept
  3. Twitter – Rowerwgazie.pl – blog rowerowy 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *